Wakacyjny błąd – horror, epilog

Wakacyjny błąd – horror, epilog

Mam łopatę, znalazłam też odpowiednie miejsce. Ona odeszła. Już jej nie ma i nie wróci, więc teraz idę ją zakopać. Umarła ostatnia iskierka nadziei. Popełniłam zbyt dużo błędów i teraz marzy mi się tylko wakacyjna ucieczka.

Obmyślamy plan

Co do jednego jesteśmy z mężem zgoni – nie zostaniemy tu kolejną noc. Nie ma takiej siły, która by mnie do tego zmusiła. Trochę mi głupio, bo deklarowaliśmy, że zostaniemy do piątku, ale pocieszam się, że przyjechało dwunastu patoli, a nie ośmiu, więc nikt nie będzie za nami płakać. Wygląda na to, że szykuje się wakacyjna ucieczka.

Obmyślamy bardzo szczegółowy plan. Kurde, przez to wszystko czuję się, jakbym na jakieś wagary szła, albo miała bank okraść. Plan jest misterny, wymaga skupienia i kunsztownej gry aktorskiej. Nie można mi się zaśmiać, bo wtedy wszystko szlag trafi. Jest godzina 18.30, a my mamy wszystko obmyślone. Już czas wdrożyć nasz plan w życie.

Wakacyjna ucieczka

Szybkim krokiem wracamy do obozowiska. Mamy grobowe miny, rozbiegany wzrok. Widać, że się spieszymy.
-Szybko, daj mi klucze. Zacznę nas pakować. Musimy się pospieszyć – mówię głośno do męża, tak żeby wszyscy słyszeli.
– Trzymaj. Ja idę powiedzieć, o całej sytuacji.

Otwieram drzwi i najszybciej, jak się da, wrzucam wszystko do toreb. Nie patrzę, czy jest równo, nie patrzę, czy coś się nie pobrudzi. W tym samym czasie mąż rozmawia z Wojtkiem i opowiada mu, co się stało. Otóż przed chwilą dzwoniła do nas ochrona, ponieważ było włamanie do naszego mieszkania. Szok! Ochrona przyjechała i zastała pobojowisko. Poprosiliśmy sąsiadkę, żeby wszystkiego przypilnowała, ale nie będzie przecież tam do piątku czekać. Musimy wracać, już, teraz, natychmiast.

Mąż podstawia bliżej samochód. Wrzucamy wszystko do bagażnika, jak leci. W wielkim pośpiechu, dostając zadyszki. Jeszcze podczas, naszego szaleńczego pakowania, słyszmy jak Wojtek proponuje tym, co dziś rano przyjechali, że będzie miał wolny „domek”.

Żegnamy się, narzekając, że nawet w wakacje musiało się coś wydarzyć. Mam łzy w oczach i przez chwilę wydaje mi się, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Ktoś powinien mi wręczyć jednak tego Oskara. Siadamy do samochodu i pędzimy, czym prędzej przed siebie. Wakacyjna ucieczka zakończona sukcesem.

Przegrupowanie

Zatrzymujemy się jakieś dwadzieścia kilometrów dalej, na parkingu. Czujemy się wolni, jak nigdy dotąd. Pakujemy wszystko jeszcze raz. Tym razem już powoli i spokojnie. Przed podróżą postanawiamy jeszcze coś zjeść. Ten koszmar się już kończy. Powoli naprawiamy wakacyjny błąd.

Ufff… Opuszczamy „obóz dla patoli”, jak to wymyślił mój mąż. Wracamy do domu. Teraz zastanawiam się, czemu ja w ogóle chciałam się z niego ruszać. Przecież tam tak miło, wygodnie, po naszemu. Łóżko takie w sam raz twarde. Czysto, sucho i ciepło. Wakacyjnym błędem był cały ten wyjazd na wakacje, a jedyny sukces to wakacyjna ucieczka. Kocham nasz domek. DOMKU PRZYBYWAMY!

Majowywiatr.pl - logo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *