Mandoria – czy warto dać się porwać przygodzie?

Mandoria – czy warto dać się porwać przygodzie?

Mamy taki zwyczaj, że na urodziny starszej zwykle gdzieś jeździmy, całą rodziną. W tym roku celem naszej podroży stała się Mandoria, czyli największy park rozrywki pod dachem.

Co obiecuje Mandoria?

Mandoria reklamuje się, jako rodzinny park rozrywki, gdzie dorośli również mogą korzystać z przygotowanych atrakcji. Wiele atrakcji jest dostępnych dla dzieci powyżej 90cm, czyli średnio dla dwulatków. Powierzchnia, jaką zajmuje obiekt to 10 tys. m2 . Całość jest umieszczona pod dachem, więc można się bawić niezależnie od panujących warunków atmosferycznych.

Mandoria Miasto Przygód nawiązuje wystrojem i całą stylistyką do renesansowego miasta. Można tu podziwiać fasady kamienic, fontanny, czy inne ozdobne elementy architektoniczne. To przyciąga wzrok i samo w sobie stanowi dodatkową atrakcję.

Jeśli chodzi o atrakcje, to jest różnorodnie. Rollercoastery, gigantyczna piętrowa karuzela, huśtający się galeon, drewniany plac zabaw, ogromna zjeżdżalnia, karuzela łańcuchowa, autka, lustrzany labirynt… Jest w czym wybierać. A to i tak nie wszystko.

Mandoria i piętrowa karuzela

Na terenie parku znajduje się siedem rożnych punktów gastronomicznych, więc zasadniczo nie ma potrzeby zabierania czegokolwiek ze sobą. Jest w czym wybierać.

Do dyspozycji gości parku są również szafki, gdzie można zostawić np. plecak z rzeczami dzieciaków. Można z nich korzystać do woli i jest ich naprawdę sporo.

Bilet kosztuje 139zł. O 10 zł taniej jest przy zakupie przez internet. Park oferuje również bilet rodzinny 2+2 i jak poprzednio, lepiej jest go zakupić on-line. Dzieci poniżej 85cm wchodzą za darmo. Są również inne opcje – pełna informacja znajduje się na stronie parku. W ramach biletu, można korzystać z atrakcji dowolna ilość razy.

Czy dałam się porwać przygodzie?

To trudne pytanie. Z jednej strony Mandoria zachwyca, gdy przekraczasz jej progi. Kuszą światełka karuzeli, zapraszając do środka. Chcesz skorzystać ze wszystkiego. I nawet próbujesz to zrobić. Ale…

Kolejki, kolejki i jeszcze raz kolejki

Spodziewałam się, że aby skorzystać z atrakcji trzeba będzie chwilę poczekać. Nie ma w tym nic dziwnego, gdy wiele wiele osób chce skorzystać z tego samego sprzętu. Najbardziej rozczarowujący, jak zawsze zresztą, są ludzie. Nagminnie zdarzało się, że w kolejce czekała tylko jedna osoba, zajmując miejsce dla całej reszty rodziny.

Mandoria - karuzela Leonarda
Na karuzeli Leonarda

Wydaje ci się, że przed tobą jest tylko kilka osób. Ustawiasz się w kolejce i cierpliwie czekasz. Ale kolejka nie porusza się do przodu, bo co chwilę ktoś się przepycha i dochodzi. „Bo tam ciocia zajmuje nam miejsce”, „bo mąż tam na nas czeka”, „bo dzieciom się nudziło”. Aż cisnęło mi się na usta, że jak ktoś nie jest w stanie wystać tych 10 minut w kolejce, to może nie powinien w ogóle decydować się na taka formę rozrywki.

Moim zdaniem to zwyczajnie nieuczciwa praktyka, która finalnie wydłuża czas oczekiwania przez absolutnie wszystkich stojących w kolejce. Nie możesz prawidłowo ocenić też czasu oczekiwania na skorzystanie z danej atrakcji, bo w sumie nie wiesz ile osób faktycznie jest przed tobą.

Co ciekawe w regulaminie jest zapis o tym, żeby nie stosować takiej praktyki. Szkoda, że to martwy zapis, bo nie przestrzegają go ani goście parku, ani obsługa.

Obsługa

Bardzo fajni i pomocni ludzie. Byłam pozytywnie zaskoczona, że rzeczywiście sprawdzają wzrost przy wpuszczaniu na atrakcje. Podobnie było przy pasach, czy zabezpieczeniach – obsługa dbała, żeby było bezpiecznie.

W ogóle w takich miejscach, czasem spotyka się ludzi gburowatych i skrajnie niezadowolonych ze swojej pracy. Tu tak nie było. To znaczy, nawet gdyby tak było, w żadnym wypadku jako gość tego nie odczułam.

Spływ tratwą w Mandorii

Toalety

Umieszczone co najmniej w dwóch miejscach. Piszę co najmniej, bo być może było ich więcej, tylko ja tam nie dotarłam. Generalnie tu też spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, bo przy takim obłożeniu było stosunkowo czysto przez cały dzień. Wszystko było uzupełniane na bieżąco. Dodatkowo toalety dla rodziców z dziećmi, gdzie wszystkie urządzenia sanitarne zawieszone były na niższych wysokościach, są dodatkowym atutem.

Restauracje

Jak wcześniej wspominałam, do dyspozycji gości jest 7 punktów gastronomicznych. Każdy z nich oferuje inne dania, więc naprawdę każdy może znaleźć coś dla siebie. My korzystaliśmy z trzech punktów.

Jednym z nich byliśmy bardzo rozczarowani. Ceny dań mieściły się miedzy 30 a 50 zł za osobę i nie czepiałabym się tego, gdyby nie smak, a raczej całkowity jego brak. W lokalnym barze z obiadami domowymi zwykle jadaliśmy smaczniej i taniej. Nugettsy i schabowy były tak sztuczne, że chyba mógłby świecić w ciemności.

Po takim obiedzie, byliśmy dość sceptyczni. Spotkało nas jednak bardzo miłe zaskoczenie. Tuż obok znajdowała się lokal, gdzie podawano pizzę i makarony. Wybór nie był ogromny, co działało na plus, bo lepiej robić kilka dań, ale dobrze, niż mieć wielką, a niesmaczna kartę. Pizza była przepyszna. Ciasto w sam razy wypieczone, z miękkimi, puszystymi brzegami. Sos na spodzie odpowiednio doprawiony. Ilość dodatków też w sam raz, nie za dużo, nie za mało. My wybraliśmy pizzę z szynką. Na każdym kawałku znalazło się trochę mięsa. Sama szynka też była smaczna.

Karotka to jedna z karuzel, na którą można wsiąść w Mandorii
Karotka to jedna z karuzel dostępnych dla młodszych dzieci

Moja Starsza ma spory problem z jedzeniem i jest wiele rzeczy, których w ogóle nie tknie. Dlatego bardzo doceniam, gdy również znajdzie sobie coś do jedzenia w restauracjach. Tutaj dało się zamówić sam makaron, beż żadnego sosu. Cena okazała się być dodatkowo niższa niż całego dania, więc to też ogromny plus. Młoda otrzymała ogromną miskę dobrze ugotowanego, nie przegotowanego makaronu i w końcu najadła się do syta. Sytuacja została uratowana, bo jak wiadomo, jak człowiek głodny, to zły…

Warto jeszcze zwrócić uwagę na napoje. Każdy punkt gastronomiczny miał inne ceny. Mąż twierdzi, że im dalej od wejścia, tym taniej, ale ja nie zwróciłam na to uwagi. Nadmieniam tylko, że warto zwrócić na to uwagę.

Mandoria – atrakcje

Tu wszystkie obietnice zostały spełnione. Faktycznie każde z nas miało, co robić. Nikt się nie nudził. Niektóre atrakcje były bardzo intensywne, inne mniej. Sprawdziłam więc na własnej skórze, że Mandoria to faktycznie rozrywka dla całej rodziny.

Spędziliśmy tam cały dzień. Byliśmy na otwarciu i wyszliśmy tuż przed zamknięciem. Przez cały ten czas mieliśmy co robić. Co więcej, były atrakcje, które świadomie odpuściliśmy. Dzięki temu mieliśmy więcej czasu na to, co wydawało nam się najbardziej atrakcyjne.

Naszymi ulubionymi atrakcjami okazały się zwykłe autka i lustrzany labirynt. Tam wracaliśmy najczęściej. Korzystając z autek po prostu wszyscy się świetnie bawiliśmy. Miło się było pozderzać. Labirynt nas oczarował ze względu na kilka rzeczy. Po pierwsze nie było tu tak tłoczno, jak na innych atrakcjach. Po drugie było tu też trochę ciszej. Wkraczając do Skarbca, mieliśmy wrażenie, jakbyśmy przenosili się do innego świata. Było tu trochę tajemniczo. Połączenie dźwięku, kolorowych świateł i samych luster dawało trochę surrealistyczne wrażenie. Tu wracaliśmy najczęściej, chociaż dla wielu osób, labirynt może okazać się za mało ekstremalny.

Merkant i Carrara

Muszę się przyznać, że ja się chyba najbardziej bałam. Odczuwam dyskomfort na myśl o wysokości i przeciążeniach, których doświadcza ciało podczas takiej ekstremalnej jazdy. Na miejscu okazało się jednak, że nawet moja ośmiolatka może skorzystać z najdłuższego rollercoastera pod dachem, całkiem sama. Stwierdziłam, że sokoro tak, to ja też spróbuję. Dałam się porwać przygodzie na całego.

Podczas przejażdżki trochę się bałam, to fakt, ale też bardzo dobrze się bawiłam. Przeciążenia były do zniesienia. Starsza po tej przejażdżce stwierdziła, że dla niej to dość i nie chciała już korzystać z innych rollercoasterów. Żałuję, że nie doszłam wtedy do podobnych wniosków.

Rollercoaster merkant
Starsza pojechała sama

Carrara to najszybszy rollercoaster mieszczący się na terenie parku. Przejażdżka nim okazała się dla mnie bardzo zgubna, ponieważ po niej zaczęło mi się kręcić w głowie i było mi po prostu niedobrze. Ekstremalne przeżycia. Wiele osób wychodziło z atrakcji uśmiechniętych i zadowolonych. Ja wychodziłam blado-zielona na twarzy, z zawrotami głowy i kompletnie przeciążona. Mimo wszystko, ciesze się, że spróbowałam, bo dzięki temu wiem, że to nie dla mnie.

Mogłabym jeszcze dużo pisać, o kolejnych atrakcjach, ale obawiam się, że nikt by tego nie przeczytał. I tak sporo mi tego wyszło prawda? Jeśli to czytasz, to obiecuję się streszczać 🙂

Problemy

Mandoria mieści się w całości pod dachem. To duży plus, bo można się tam bawić niezależnie od pogody. Wydawało by się, że taka wielka hala będzie klimatyzowana, a jeśli nie, to przynajmniej wentylacja będzie dawała radę.

W parku było po prostu cały czas duszno. Stojąc w kolejkach, to uczucie tylko się potęgowało. Cały czas miałam wrażenie, że brakuje świeżego powietrza. To nie było tylko moje wrażenie. Stojąc w kolejkach, inni goście również na to narzekali. Im też było za gorąco i za duszno. To zdecydowanie wpływało na komfort korzystania z całego parku.

Mandoria – czy jeszcze tam wrócę?

Po takich przeżyciach potrzebowałam miejsca, gdzie dam odpocząć zmysłom. Ciężko było coś znaleźć. Wszędzie było za duszno i za głośno. Męczyło mnie sztuczne oświetlenie. Długo nie mogłam wrócić do siebie. Czy to znaczy, że żałuję? Absolutnie nie. Cieszę się, ze wszystkiego, co tam przeżyłam i czego doświadczyłam. Warto było spróbować i dowiedzieć się czegoś o sobie.

Mandoria to naprawdę świetny park rozrywki, gdzie cała rodzina może się wspólnie bawić. Teraz troszkę inaczej bym się tylko do niej przygotowała – zabrałabym ze sobą zimną wodę w termosie, opaskę na oczy i słuchawki wyciszające. Dla naszej neuroatypowej rodziny było odrobinę za dużo wrażeń.

Wydry  -maskotka Mandorii

Zdecydowanie polecam wybranie się tam i samodzielne przekonanie się, jak wspaniale korzystać z atrakcji oferowanych przez park. Czy tam wrócimy? Może kiedyś. Na dziś mamy dość ekstremalnych przeżyć. Wracamy do obcowania z przyrodą i naszych kajaków. Możesz o nich przeczytać tutaj.

A Ty co wolisz, park rozrywki czy kajak?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *